This entry was posted on wtorek, Listopad 6th, 2007 at 11:01 am and is filed under Biznes. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.
Site Search:
Listopad 6, 2007
Jakiś czas temu miałem niewielką firmę. Sama dziedzina działalności tejże firmy jest nieistotna, w każdym razie nie jest to przedmiotem tego tekstu, a więc nie zajmujmy się tym. Wiele biznesów prowadzących działalność polegającą na sprzedawaniu czy produkcji towarów po jakimś czasie musi zmierzyć się z poważnym problemem jakim jest logistyka.
Bardzo często wymagania, jakie stawia przed właścicielami firm problematyka zarządzania surowcami, półproduktami, transportem i magazynowaniem przerastają ich umiejętności, a czasem również ich możliwości. Co robić, jakoś trzeba tym zarządzać. W dużych firmach problemem zajmują się całe zespoły specjalistów, ludzi, którzy spędzili dużo czasu na studiowaniu problemu i rozwiązań, są do tego przygotowani i w związku z tym pewnie sowicie wynagradzani. Co ma jednak robić początkujący przedsiębiorca, a takim właśnie biznesmanem byłem ja, kiedyś.
Rozwiązania:
Właściwie ma on tylko dwa rozwiązania. Pierwsze, to oddanie takich spraw jak transport, magazynowanie, w ogóle cała logistyka, jakiejś firmie zewnętrznej. Tu niewielka firma może napotkać przeszkodę nie do przejścia.
Wyjątkowo trudne jest to w wypadku biznesów rozpoczynających dopiero wyprawę po wezbranych wodach biznesu. Otóż rozwiązania serwowane przez koncerny specjalizujące się w temacie logistyki są szyte na miarę kolosów. Jak tylko pada słowo magazynowanie, rozmawia się o tysiącach metrów kwadratowych powierzchni magazynów, gdy mowa jest o transporcie, zaraz ktoś wspomina o konwoju ciężarówek, towarowych składach kolejowych, czy transporcie statkami. Owszem, tak, olbrzymia montownia samochodów czy awionetek mogłaby rozważać takie rozwiązania, ale przecież nie malutka firemka, której miesięczny obrót wynosi 5 – 7 tysięcy zł. A właśnie, olbrzymim rozwiązaniom towarzyszą i olbrzymie koszta. To prawda, można przytulić sie do jakiegoś dużego transportu i przy okazji przewieźć swoje towary czy surowce, ale o ile firmę ściągającą zza wielkiej wody trzy statki wypełnione ładunkiem co miesiąc stać na to, a nawet specjalnie nie odczuwa takich kosztów, o tyle małego pypcia z malutkim biznesem ledwo stać na opłacenie jednej palety na pokładzie wspomnianego wyżej okrętu, a taką opłatę opłakiwał będzie jeszcze wiele miesięcy.
Jest też inne rozwiązanie tego problemu, czyli samobójcza próba samodzielnego dźwignięcia tematu. Może to być co prawda logistyka przez małe \\\\\\\\\\\\\\”l\\\\\\\\\\\\\\”, bo wszelkie rozwiązania, znajomość przepisów itp, będą tylko i wyłącznie takie, jak w tym momencie potrzeba, ale przez jakiś czas daje się tak działać. Któregoś ślicznego jednak dnia do twych drzwi zastukać może urzędnik i twierdząc, że przez ostatnie 5 – 10 lat źle interpretowałeś jakiś tam akapit w jakiejś tam ustawie, wystawić może pokaźny rachunek. I to jest poważny problem, bo taka kara zazwyczaj też jest określana na miarę olbrzymów. Oni by tego nie poczuli, dla ciebie to koniec własnego biznesu.
Krótki przykład z własnego doświadczenia
Produkty, które wytwarzała moja firma trzeba było gdzieś sprzedawać. Musiałem więc układać się jakoś z wszelkiego rodzaju kontrahentami, a ponieważ prowadziłem firmę iście mikroskopijną, to wspomniane sklepy i sieci sklepów dyktowały warunki. I tak pewnego dnia okazało się, że moje produkty, by zostały rozprowadzone, muszą posiadać kody kreskowe. Ideę kodu kreskowego oczywiście znam, ale nie miałem pomysłu jak tą sprawę ugryźć. Zamiast zajmować się swoją działalnością, musiałem dokształcać się w temacie grubej logistyki.
Ostatecznie dowiedziałem się, że jest cały taki program i po prostu można wejść w jego skład. Naturalnie za sowitą opłatą, dla niektórych to niedużo, dla mnie wiele. Poza tym jako niemowlę w temacie kodów paskowych co i rusz miałem nowe problemy i pytania, każda konsultacja i każde szkolenie kosztowały po prostu majątek. Do tego przez zarządzających całym systemem zasypany zostałem stertami papierków do uzupełnienia. Chwilami wręcz pytano o informacje, których nie do końca miałem ochotę ujawniać, ale musiałem pod groźbą wyrzucenia z programu. Tak oto zostałem wrobiony w sprawy zupełnie mi niepotrzebne. Ostatecznie doszło do tego, że nim w pełni wdrożyłem ten cholerny program kodów kreskowych, moja firma upadła… właśnie pod ciężarem tego typu głupot.
read comments (0)